Systemy operacyjne

  • Sympatyczna osoba. Niestety pod jej niskim, ciasnym niebem czaszki niewiele poza Linuksem jest się w stanie zmieścić. Takoż wykład "Systemy operacyjne" u p. JMD jest naprawdę wykładem "System operacyjny Linux - implementacja jądra". [Uwaga! Nie życzę sobie ingerencji i przekłamywania moich słów. Nie dość, że jest to zamach na swobodę wypowiedzi, to jeszcze przejaw parszywej manipulacji. --adjoint]
  • Za moich czasów to było nawet "System operacyjny Linux - implementacja jądra w poprzedniej wersji systemu". Egzaminu w pierwszym terminie nie zdało (lub nie było dopuszczonych) o ile dobrze pamiętam 88 osób. Egzamin trudny, lab jeszcze trudniejszy.
  • żyleta
  • trudne zaliczenie, ale bardzo dużo uczy (m.in. dobrego stylu programowania)
  • no a ile w tym "bardzo dużo uczy" jest zbędnej wiedzy....
  • Zwraca się do studentów per "student".
  • No wlasnie, linux linux linux uber alles. Oraz arbeit macht frei (a to odnosnie labow).
  • Ciezko zaliczyc, bo egzamin jest czysta pamieciowa (4/6 zadan polegalo na przepisaniu z pamieci wykladow - dla wyjasnienia: nie mozna korzystac z notatek). Do tego nalezy wspomniec, ze nie wystarcza krotkie odpowiedzi zeby dostac maxa (albo chociaz zaliczyc). Prace, ktore dostawaly maxa mialy po 2-3 kartki (dwustronnie zapisane) na zadanie. Aha, jeszcze dorzucmy do tego , ze forma (prezentacyjna) rozwiazan tez ma znaczenie - obcieto mi punkta za to (ale to nie M). Mincerowa [z tego co wiem, jeśli ktoś nazywa się Mincer-Daszkiewicz to powinno być raczej Daszkiewiczowa;) choć może się nie znam...] obciela za to, ze zliczalem ramki pamieci od 1..5 zamiast 0..4 (zadanie dotyczylo algorytmow wymiany ramek (LRU te sprawy) - dla sensu zadania nie mialo to znaczenia). SO u niej zeby zdac to chyba trzeba wkuc caly skrypt na pamiec. (mowie jak ja zaliczylem). Po co mi to teraz? Nie wiem. "Ważną strukturą jest address_space, która jest pewnego rodzaju programowym MMU, odwzorowującym wszystkie strony jednego obiektu (np. i-węzła) w inną abstrakcję (zwykle fizyczne bloki dyskowe).".
  • no ja przeczytałam 2x prawie całego Silberschatz'a na ZSI bo notatki do wykładów były wiernym sterszczeniem książki (niektóre zdania żywcem przepisane). Wykład przez takie podejscie jest typu zakuć zdać zapomnieć.... a jak by mu się zmieniło progam to może i stałby sie przydatny? "trudne zaliczenie, ale bardzo dużo uczy (m.in. dobrego stylu programowania)" to na tym wykładzie gdzieś jest przekaz o stylu progamowania?
  • chyba trzeba sie poprostu przemeczyc z pania JMD i calymi SO. ja potrzebowalem na to 2 lata, ale sie udalo. napewno wiecej sie nie zapisze. to nie dla mnie. dobrze ze w czasie egzaminu mozna wychodzic do lazienki bo bez tego to ciezko widze zaliczenie :D
  • LAB to moim zdaniem najtrudniejszy przedmiot na tym Wydziale. JMD ma zdecydowanie mylne pojęcie na temat czasu, jaki mają studenci na poświęcenie na jej (przecież nie kluczowy dla informatyka) przedmiot. Zdecydowanie trzeba było zarywać noce, czasem aż do ranka. Przebrnąć trzeba, ale jest to strasznie nie przyjemne. W dodatku te nieprecyzyjnie sformułowane zadania.
  • Podczas rozmowy zachowuje się jak gdyby chciało się jej siusiu. Prowadzi krótką, urywaną rozmowę, i daje do zrozumienia że musi gdzieś lecieć.
  • Egzamin okropny, trzy godziny pisania, niczym matura z polskiego, po prostu koszmar. Do bolu dokladnie. Przy sprawdzaniu nie przepuszcza, pol punkta nie dostawia, nawet jesli to daje zaliczenie najwazniejszego roku trzeciego informatyki. Laboratorium - mnostwo zadan, ale zadania byly trudne, a wiec i interesujace. Okropna jednak byla taka sytuacja: na zadanie byly scisle terminy, wcale nie dlugie i nieprzesuwalne, ale potem prowadzacym cwiczenia zabieralo 3-5 miesiecy oddanie zadan. Z jakiegos powodu studentow terminy obowiazuja a prowadzacych - nie. Tematyka wykladu - rzeczywiscie linux rulez. Ja sie nawet zgadzam, ale "wroga" tez dobrze byloby poznac.
  • Co ciekawe egzaminy są prawie identyczne od chyba 10 lat. Co nie czyni ich łatwymi do zdania. Może potrzebna jest jakaś świeża krew na tym przedmiocie?
  • Przez tę kobietę znienawidziłem Linuksa.
  • Potworna formalistka. Jeśli ustali jakieś zasady, to niezależnie od okoliczności będzie ich przestrzegać. Zajęcia bardzo ciekawe. Szczególnie laboratorium. Zadania bardzo trudne, ale chyba dość bliskie temu, co robią ludzie rozwijający Linuxa.
  • Jedyna osoba z wydziału o której mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jej nie lubię :(
  • Wykład w porządku. Był o 8:30 rano i chodziłem. Bardzo kompetentna, odpowie na każde, nawet bardzo kosmiczne pytanie. Jedyny jej problem, to że jest pól-pingwinem, dzieci robi funkcją fork() i nieraz sobie dziwnie zażartuje... :)
  • Moim zdaniem egzamin nie jest trudny - 200 stron notatek wkuć to się każdemu na pewno nie raz w liceum zdarzyło. Rozleniwiają ludzi te studia..
  • Kobieta instytucja. Zresztą każdy ma okazję tego samemu doświadczyć. Jeżeli chodzi o lab to był to jedyny przedmiot na którym w niedzielę o 8.00 rano usiadłem robić zadanie z SO i skończyłem w poniedziałek o 8.00, po czym wysłałem i poszedłem spać.
  • A ja tam ją lubię ;) Co do formalizmu - tak, na 120 %, ale nie bezsensownie sztywno. Jak ktoś np. nie pilnuje terminów - jego strata. Natomiast jak pojawiły się problemy z SO-lab (do kiedy FAQ są wiążące, terminy oddawania zadań), JMD na wykładzie uzgadniała z całą salą optymalne wyjście. Duży plus za maksymalny czas odpowiedzi na mail = 5 minut (nawet o 2 w nocy :P). Egzamin z SO jest zdawalny (na 3) o własnych siłach bez wychodzenia do toalety, ale wymaga chodzenia na ćwiczenia i 2 tygodni porządnego przysiąścia nad notatkami z wykładów. Mnie (może to zboczenia :P) nawet się cała ta linuksowa magia spodobała, jak ją już zrozumiałem. A żeby nie było - dopiero za 2. razem (przez SO i SO-lab powtarzałem rok ;]). Laby są mordercze i rzeczywiście nie uważam, żeby było wskazanym katowanie studentów aż tak rozbudowanymi zadaniami, ale nie można odmówić słuszności stwierdzeniu, że dopiero jak sie samemu zacznie grzebać w jądrze, to się zobaczy co tam jest i jak to działa (zad. 1 - skrypt bash można by darować...). A co do monopolu Linuksa - jakby można poczytać sobie kod jądra Windows, to może ten przedmiot wyglądałby inaczej. Ale nie można. Wg mnie lepiej omówić jeden przykład dokładnie niż kilka pobieżnie. Tak czy inaczej - chodzenie na wykład się przyda, czytanie notatek z wykładu - obowiązkowo, ćwiczenia - zalecane, terminowość i sumienność - wskazana i może się uda :P.
  • "Mincer" to po angielsku "maszynka do mielenia mięsa". Po SO u tej Pani przestałem wierzyć, że to przypadek.
  • Egzamin u JMD jest przegięciem. 25 pytań, każde szczegółowe i opisowe. Ludzie oddawali po kilkanaście kartek A4 zapisanych dwustronnie. Najbardziej wyczerpujący egzamin na infie.
  • Egzamin u JMD jest przegięciem. To na bank. Ale to już się powinno zmienić niebawem (nowy system...). A sama JMD jest spoko, poza wykładami miałem z nią przelotny kontakt kilka razy, w tym bezpośrednio w sprawie projektu z so-lab, i okazywała się zawsze sympatyczną, a co najważniejsze, bardzo prostudencką osobą. Rzeczowa i konkretna do bólu, fakt. Na ogól jednak jest po prostu rzeczowo i konkretnie miła. Ten niepozorny plus ma w rzeczywistości bardzo duże znaczenie.
  • Egzamian u JMD nadal jest przegięciem, ale w tym roku jest nieco lepiej, mi wystarczyło 12 dwustronnie zapisanych kartek A4. Na egzaminie jest strasznie dużo zabawy w kategoriach zapisywanie kto koło kogo siedział żeby potem sprawdzić czy ściągali. Zadania na labach są mocno przegięte i pisze się je długi i żmudnie. Często w ogóle nie wiadomo jak się do tego zabrać, bo bywają luźno związane ze scenariuszami labowymi i ćwiczeniowymi.
  • O zdaniu egzaminu u JMD, posiadając marną wiedzę można zapomnieć. Problem w tym że nawet mając materiał wykuty też wynik jest wielką niewiadomą - ale jest na to sposób. Trzeba przed egzaminem "męczyć ją" na konsultacjach. Chodzić i pytać o sprawy które się umie. Nie po to żeby się tylko dowiedzieć ale po to żeby pokazać że jest się przygotowanym do egzaminu. Ktoś kto przychodzi na wykłady i nie zajmuje się wykładem tylko czymś innym, na egzaminie ma przegwizdane jak w ruskim czołgu z lufą "do środka". Laboratorium... nie wiem czy ciężkie. Faktycznie dużo pracy ale dzięki temu że laboratorium miałem u niej egzaminy z programowania zdawałem "z marszu". Osobiście lubiłem ją jak i zajęcia prowadzone przez nią - mimo że łatwe to nie było.

Seminarium: Systemy rozproszone

  • Co by nie mówić o umiejętnościach JMD w zakresie systemów operacyjnych, jako promotorka jest bardzo dobrą osobą: jest bardzo _pomocna_ i sympatyczna; ma wysokie stanowisko; ukierunkowuje rozwój pracy pozostawiając dużo swobody jej autorowi; czyta każdą pracę magisterską kilka razy, przy czym nie czepia się szczegółów; nie rozwiąże twojego problemu, ale skieruje cię do kogoś, kto zna rozwiązanie; odpowiada na maile w średnio 15 minut; jest bardzo łatwo osiągalna na wydziale, itp. Na tym seminarium można pisać zupełnie dowolny projekt, wcale niezwiązany z systemami rozproszonymi (i nie musi to być moduł do USOSa ;)
  • Jest dobra promotorka, bo piluje ludzi zeby zdazali na czas. Najbardziej lubie to ze seminarium to nie byl czas stracony, zawsze osoby referujace byly dobrze przygotowane i mowily na interesujace tematy, o co dbala pani Mincer. W pracy mgr mi sie czepiala niestety szczegolow, nie koncepcyjnych tylko konkretnych zdan w pracy. No ale w koncu to tez nie jest takie zle, bo dzieki temu praca jest ladnym tekstem.
  • Potrafi poprowadzić pracę zaliczeniową tak, aby stała się bardziej kompletna i czytelna. Kiedy temat pracy jest jakimś użytecznym narzędziem do wykorzystania w USOS, to zaliczenie murowane :)